Bardzo dobry mecz z Metalowcem w lidze zakończony remisem 2:2

Mecz z Metalowcem
Dziś zagraliśmy kolejne spotkanie ligowe. Tym razem gościliśmy u siebie Metalowiec Łódź. Już przywykliśmy do sytuacji, że w Klasie Górski Grupa D teoretycznie przeznaczonej dla drużyn z rocznika 1998 przychodzi nam grać z chłopcami starszymi od nas.
Tym razem w drużynie Metalowca (według tego co sami zawodnicy mówili) grali tylko chłopcy z rocznika 1996 a na dokładkę mieli jednego z rocznika 1998. Czyli właściwie wszyscy byli od nas starsi. (Nasza drużyna składa się tylko z chłopców rocznika 1998 i jednego z rocznika 1999.)
Ale cóż, nie przestraszyliśmy się przeciwnika i zagraliśmy bardzo dobry mecz. Już po kilkunastu minutach prowadziliśmy po strzale Krzysztofa Suta 1:0. Szybko okazało się, że technicznie przewyższamy naszych przeciwników. Od niektórych byliśmy również szybsi. Byliśmy lepsi pod każdym względem i stworzyliśmy jeszcze wiele bardzo dobrych sytuacji. Po kolejnych minutach Damian Henc zdobył druga naszą bramkę. Prowadziliśmy już 2:0 i to my przeważaliśmy na boisku. Przeciwnik próbował ataków ale nasi obrońcy udaremniali większość z nich. Jak już oddawali strzały to niecelne albo takie, z którymi Jasiek Starosta (nasz bramkarz) nie miał problemów. Mimo przewagi fizycznej (a nawet przy grze w przewadze jednego zawodnika przez 3 minuty) przeciwnik nie był w stanie strzelić nam gola.
Niestety po rzucie wolnym z odległości chyba ze 30 metrów piłka minęła naszych obrońców, bramkarza i wpadła do bramki. Było to nieporozumienie naszej obrony i bramkarza. Zdarza się.
Potem sytuacja znowu była dość nerwowa ale sobie radziliśmy. Nasza bramka właściwie nie była zagrożona.
W końcu jednak nadeszła 50ta minuta i do walki włączył się sędzia. Sytuacja kuriozalna:
Nasz bramkarz ma wybić piłkę od bramki. Wykopuje piłkę z rąk pochodząc do linii końcowej pola karnego. Przed nim nikogo nie ma. Wolne pole. Piłka ma polecieć kilkadziesiąt metrów dalej. I tu sędzia stojąc kilkanaście metrów przed polem karnym dopatrzył się przekroczenia linii pola karnego i podyktował rzut wolny dla przeciwnika z linii pola karnego 8m przed bramką. Ustawił nasz mur praktycznie w bramce i w zamieszaniu, w którym chyba tylko sędzia wiedział o co chodzi, przeciwnik zdobywa drugą bramkę i już remisujemy 2:2.
Sytuacja tym bardziej kuriozalna gdy zauważymy że linia nie była namalowana na boisku a pole karne wyznaczały znaczniki w jego rogach. Dodatkowo nawet jeżeli byłoby tam jakieś przekroczenie linii przez bramkarza (którego rodzice stojący w lepszej pozycji do obserwacji nie zauważyli) to przecież to nie miało żadnego znaczenia dla gry. No ale cóż, decyzje sędziego są niepodważalne.
Potem jeszcze próbowaliśmy zdobyć kolejną bramkę, bo nadal byliśmy lepsi. Skończyło się to nawet czerwoną kartką dla zawodnika drużyny przeciwnej za brutalny faul na Krzyśku Sucie, który wychodził sam na sam z bramkarzem. Niestety czasu nam już nie starczyło aby wygrać i mecz zakończył się wynikiem 2:2.

Zauważmy, że dotychczas zagraliśmy 5 meczów ligowych i w każdym nasi przeciwnicy wystawiali zawodników starszych niż rocznik 1998. (Nawet Widzew Łódź wspomagał się 3 zawodnikami starszymi.) Cóż, łódzki futbol nigdy nie wróci do czasów chwały jeżeli w najmłodszych grupach wiekowych "pseudo-działacze" piłkarscy już kombinują jak wygrać z 10cio latkami.
A podobno gra w piłkę ma też wychowywać...

Niemniej gratulacje dla chłopaków za bardzo dobry mecz i piękną walkę.
Wstyd dla kolegów z Metalowca bo nawet tak nie umieli sobie poradzić z 10cio-latkami.

ŁKS - Metalowiec Łódź   2:2

Nasi strzelcy:
Damian Henc x 1
Krzysztof Sut x 1

Zdjęcia z dzisiejszego meczu w galerii.